Mamy Fiołka

Mieszkamy w Beskidzie Niskim i wspólnie tworzymy rękodzieło pod szyldem Mamy Fiołka. To dla nas, coś więcej niż tylko pasja. Kochamy rzeczy zrobione ręcznie.

Rok bez kupowania nowych rzeczy [UPDATE]

rok bez kupowania nowych rzeczy wyzwanie

Od dawna czułam się przytłoczona kupowaniem, ale nie miałam odwagi z tym zawalczyć. Przynajmniej mnie od przybytku boli głowa. W końcu nadszedł moment, w którym stanęłam na czubku ogromnej góry rzeczy i spojrzałam w przepaść. Skoczę? Skoczę!

Skąd pomysł na rok bez kupowania?

Jestem wielką fanką podcastów, a w kraju mamy sporo podcasterów, którzy naprawdę odwalają kawał dobrej roboty. Jednym z nich jest Maciej Okraszewski i jego Dział Zagraniczny.

Każdy odcinek jest portalem do przydatnej wiedzy o świecie. Maciej często zaprasza do swojego studia specjalistów z różnych dziedzin, którzy wykładają na stół fakty i obalają mity. Okazuje się, że podcasty inspirują do zmian. Pewnego ciepłego wieczora włączyłam na Spotify listę DZ i zauważyłam, że pominęłam kiedyś jeden epizod. Epizod, który był pierwszym krokiem w stronę roku bez kupowania nowych rzeczy. Na dole wpisu odcinek na Spotify.

„Gdzie trafiają nasze śmieci?”

Mowa o odcinku #036 pt. „Gdzie trafiają nasze śmieci” z gościem specjalnym, Michałem Pacą, ekspertem z branży gospodarki odpadami. Oczywiście nie jestem aż taką ignorantką i zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zaśmieciliśmy Ziemię.

Już od dawna wiem, że segregacja śmieci na domowym szczeblu, nie uratuje świata. Wielkie korporacje, takie jak Coca Cola („Zawsze Coca Cola”), musiałyby wziąć odpowiedzialność za plastik, który włączają w obieg z prędkością światła. Tu wchodzi polityka i potężne pieniądze. Nie oznacza to jednak, że trzeba płynąć z prądem razem z tymi wszystkimi śmieciami. Można coś zrobić, dla siebie i dla potomnych.

Dzika konsumpcja mnie przygniotła

Mamy globalny giga problem z odpadami, za którym stoi szalona konsumpcja. Kupujemy dużo, szybko, „bo promocja”, „bo wyszedł nowy telefon”, „bo nie mamy się w co ubrać”. W sieci jesteśmy ścigani przez banery, w kinie oglądamy 20-minutowy blok reklamowy, spacerując po mieście, potykamy się o ulotki. Czy tego chcemy, czy nie, jesteśmy częścią tej sprzedażowej maszyny bez hamulców.

Kiedy dostałam pierwszą pracę i zaczęłam zarabiać, skończyło się beztroskie gapienie w gwieździste niebo i szukanie Wielkiego Wozu. Zaczęło się „prawdziwe” życie. Kupowanie stało się moim sposobem na korpostres. Szybko straciłam nad tym kontrolę i zachłysnęłam się kolorowymi sklepami, galeriami i e-shopami. Powrót do domu z siatką niepotrzebnych ciuchów zawsze zwiastował kiepską noc i nieciekawy poranek. Chwila euforii i kilka godzin wyrzutów sumienia.

Kupowanie, kupowanie

W pewnym momencie dotarło do mnie, że kupuję o wiele za dużo i znacznie ograniczyłam wyjścia do obiektów handlowych. Jednak zakupowy potwór ciągle czekał na mnie w internecie. „Darmowa dostawa od 300 zł”, „Limitowana oferta” i nie ma pół wypłaty. W 2017 roku wyprowadziłam się z Warszawy. Wsiadłam w samolot do Indonezji z biletem w jedną stronę, z plecakiem wypchanym tak, że pękały w nim szwy. Nawet wtedy nie umiałam mieć mało.

Dziś potrafię wychwycić moment, kiedy coś niezdrowego zaczyna mnie pochłaniać. Zauważam kiedy psuje mi się humor i dlaczego tak się dzieje. KUPOWANIE, przeglądanie ofert sklepów online, gapienie się w sponsorowane vlogi, scrollowanie reklam zwyczajnie mnie dołuje. Zjada to mój czas, energię i kasę, którą mogłabym wydać np. na dobre jedzenie albo na jakiś roadtrip.

Wracając do podcastu i wyzwania

Po przesłuchaniu wspomnianego podcastu weszłam na stronę Michała Pacy i trafiłam na osobliwe wyzwanie — Rok bez kupowania nowych rzeczy. Był 23 czerwca, Dzień Taty. Postanowiłam podjąć rękawice i powalczyć z kupowaniem. Przeciwnik doświadczony, wyszkolony, dobrze opłacony i skuteczny, ale do pokonania.

Zasady wyzwania są proste

  1. Nie kupować nowych ubrań, żadnych. Jeśli już to handmade lub z drugiego obiegu.
  2. Nie kupować żadnych niepotrzebnych gadżetów, biżuterii, torebek.
  3. Nie kupować kosmetyków, chyba że akurat się skończą (mam zapas na min. 8 miesięcy).

Rok bez kupowania nowych rzeczy

Miesiąc 1

Moja pierwsza myśl: „Muszę kupić jakiś kalendarzyk, w którym będę zaznaczać postępy” – bo przecież w zwykłym notesie nie można, prawda?. Pierwsze dwa tygodnie minęły, jak z bicza strzelił.

Odinstalowałam aplikacje zakupowe i odobserwowałam na Instagramie większość influencerów, żeby mnie nie kusili. Przestałam spędzać czas w sieci na przeglądaniu ofert. Usłyszałam, jak wolność zapukała do moich drzwi, a zakupowy potwór schował się do szafy, w której ma naprawdę mało miejsca.

Już nie chodzę do galerii w deszczowe popołudnia po tusz do rzęs i przy okazji pochodzić po sklepach. Pewnie, że piękna bielizna ciągle tam jest i to nawet przeceniona o połowę, z tą różnicą, że nawet nie patrzę w jej kierunku.

Podsumowując pierwszy miesiąc: nie kupiłam żadnych nowych ciuchów ani kosmetyków, których nie potrzebuję, nie straciłam kilku godzin na bezmyślne scrollowanie sklepów w internecie i przeczytałam 3 książki, w tym jedną cegłę (Terry Hayes, „Pielgrzym”, swoją drogą polecam).

Drugi miesiąc już za mną. Był to czas, w którym musiałam bardziej się postarać. Na początku sierpnia moja siostra wzięła ślub, a ja byłam jej świadkową. Zwykle takie wydarzenia poprzedzają zakupy: buty, torebka, biżuteria no i oczywiście sukienka. Chcemy wyglądać wyjątkowo, dlatego wybieramy się do galerii na polowanie. Wydajemy wtedy znacznie więcej niż podczas zwykłego wypadu na ciuchy z przyjaciółką.

Na szczęście przeskoczyłam całą tę męczącą procedurę i postawiłam na secondhand. Udało mi się wyhaczyć piękną czerwoną sukienkę z metką, szytą w UK, a nie w Chinach (40 zł). Buty znalazłam bez problemu w garderobie. Nie byle jaką torebkę, bo z Japonii z lat 80. (handmade z koralików), zdobyłam na Vinted za jedyne 45 zł. W sklepie kupiłam tylko kolczyki (15 zł). Między czasie zdarzyły mi się małe potknięcia (olejek na cellulit i bańka chińska, mgiełka do ciała), ale podjęcie tego wyzwania było jedną z lepszych decyzji w ostatnich latach.

UDOSTĘPNIJ:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *